14 marca 2013

Obraz kobiety zranionej w piosenkach Agnieszki Osieckiej

Dzisiejszy wpis poświęcony jest kobiecie. Jest to kobieta w utworach wybitnej polskiej poetki Agnieszki Osieckiej.
Osiecka wiele swoich wierszy poświęciła tematyce kobiecej. Ukazała w nich zróżnicowane obrazy kobiet. Najbardziej wyraziste wizerunki kobiet wydobyte z analizy jej utworów przedstawiam poniżej. Do każdego utworu wstawiam również odnośnik z muzyczną interpretacją tekstu.
Wpis pochodzi z mojej pracy licencjackiej "Obraz płci w tekstach piosenek Agnieszki Osieckiej".
 
Utwór Czarne perfumy ukazuje monolog kobiety, która nie odnalazła spełnienia w miłości. Sam tytuł piosenki wskazuje na to, że jest to historia dramatyczna i mroczna o czym świadczy kolor czarny. Natomiast perfumy mogą kojarzyć się tylko z kobietą. Kobieta zwraca się do mężczyzny, który całkowicie nią zawładnął. Świadczą o tym jej słowa: Pan unosi brew, pan apetyt ma na krew a dalej: No, to czego znów? Już dostałeś stada krów i czerwony nosisz pas. A ty co? Nowe rozdanie, jeszcze raz!. Kobieta jest tu całkowicie owładnięta przez mężczyznę. Jest w stanie zrobić dla niego wszystko, oddać mu to, co jest dla niej ważne: Moje kiecki chcesz, to bierz! Niebogaty z ciebie czart, bierz co chcesz – czarne perfumy, tuzin kart w zamian za chwilę szaleństwa. Ona oferuje mu wszystko, ciągle powtarzając słowa takie, jak: bierz, co chcesz, parę oczu chcesz – to masz!. W jakim konkretnym celu są te wszystkie błagania? Otóż kobieta chce znowu poczuć zapach grzechu: na pokuszenie zawiedź nas, w niebo – piekło z nami zagraj raz, przypomnij zapach grzechu, wstrzymaj czas, ach, na pokuszenie zawiedź. W jej słowach można odnaleźć rozgoryczenie i ból. Jednak nie poddaje się i chce jeszcze raz „podjąć walkę” z mężczyzną, krzycząc: Nowe rozdanie, jeszcze raz!. Bohaterka tej piosenki jest uzależniona od mężczyzny, on jest w pewnym sensie jej narkotykiem. Kobieta stawia wszystko na jedną kartę, chce zagrać va banque, aby zakosztować chwili szczęścia i rozkoszy. Utwór jest przepełniony wykrzyknieniami, co tylko potwierdza, że kobieta bardzo emocjonalnie podchodzi do sprawy. Autorka artykułu Kobieta zawiedziona w wersji Osieckiej Natalia Pyrzyńska, zauważa, że Osiecka wzbogaciła ten utwór w serię rymów jednosylabowych: „przewaga rymów męskich: chcesz – bierz, brew – krew, sprawia wrażenie skandowania tekstu i wzmaga dramatyczność sytuacji”. Cały ten utwór napełniony jest więc wściekłością kobiety na mężczyznę z takiego powodu jak to, że musi mu się poddać, żeby zaznać odrobinę szczęśliwej miłości. Niestety nie uzyskuje tego, gdyż mężczyzna, który nazywany jest tu diabłem, nie reaguje na żadne błagania i prośby. Nie usatysfakcjonowałoby go nawet zaprzedanie mu jej duszy. 

 
Jagna, młoda dziewczyna, rozpaczliwie zakochana w Janie to bohaterka piosenki Oczy tej małej. Historia dwojga osób rozpoczyna się zwrotem narratora do przechodnia. Narrator chce mu opowiedzieć, co zdarzyło się na ulicy Próżnej w Warszawie. Młodzi bohaterowie to Jagna i Jan. Ona - dobra i czysta, a On - kancelista. Kobieta jest tu pozytywną bohaterką, bardzo ufną, lecz też naiwną, bo wierzy w namiętne uczucie. Jej dobroć i czystość została również wyeksponowana przez zastosowanie jasnej kolorystyki: Oczy tej małej jak dwa błękity, myśli tej małej – białe zeszyty. Błękit to barwa, która kojarzy się z niebem, więc też z boskością. Natomiast biel to bez wątpienia kolor czystości oraz symbol niewinności. Rzecz rozpoczęła się w niedzielę, kiedy kręciła się karuzela, a Jan zabrał tam ukochaną. Ich miłość rozkwita latem, On ją zabierał nieraz na łódki, a ona jego leczyła smutki. Jednak nadszedł dzień, kiedy Jan zdradził Jagnę i porzucił ją bez wahania, nie zwracając uwagi na płacz jej i modły. Kobieta została sama, porzucona, z nieodwzajemnionym uczuciem, a przecież on był dla niej jak młody bóg. Niestety mężczyzna nie potrafił odwzajemnić tak silnego i gorącego uczucia, co ostatecznie doprowadziło do dramatu. Jagna popełniła samobójstwo: przez niego więc siebie zabiła ta, co z miłości tańczyła. Kobieta była wykończona psychicznie utratą kochanego mężczyzny, dlatego też odważyła się na ten desperacki krok. Ona nie potrafiła poradzić sobie z tym, że jej wybranek odrzucił ją i upokorzył. Jednak, jak mówi dalej piosenka, Jagna nie została potępiona przez Boga za ten czyn: Bóg jej wybaczył czyny sercowe i lody podał jej malinowe. Ta dziewczyna, nazywana ciągle małą potraktowana jest tu jak dziecko. W zamian za tak okrutny czyn względem siebie, Bóg podaje jej słodycz w postaci lodów. Uważa ją za skrzywdzoną, więc chce objąć ją opieką. Jednak to nie jest jeszcze koniec jej historii, ponieważ Jagna w końcowej zwrotce piosenki zwraca się ku kochankowi, grożąc mu:


Posłuchaj niewierny kochanku, co nienawidzisz poranków! Wróci do ciebie jeszcze ta trauma, gdzie leży twoja kochanka dumna. Bo taki, co kochać nie umie, przegra, choć wszystko rozumie. Bóg cię pokarze swą nieczułością za to, żeś gardził ludzką miłością.

Zwraca szczególną uwagę na to, że był on wobec niej niewierny i nieczuły. Jagna jest tutaj przykładem kobiety, która nie potrafi uporać się z nawałem nieszczęść i w afekcie popełnia samobójstwo. W imię miłości poświęciła swoje cenne życie. Jest to kolejny portret kobiety, która „zatapia się” w swoim mężczyźnie. Jest słaba, krucha i bezsilna. 


Oddalasz się jest to utwór o kobiecie, która wie, że w najbliższym czasie skończą się dobre chwile z jej ukochanym. Ma świadomość tego, że wszystko się skończy i jest pesymistycznie nastawiona do tej sytuacji, o czym świadczą jej słowa: Oddalasz się, oddalasz się, skąd ja to wiem – po prostu wiem. Kieruje się tutaj swoją kobiecą intuicją, czuje, że niedługo skończy się ta sielanka dwóch serc. Kobieta jest przekonana o tym, że mężczyzna niedługo ją opuści. Ona już czuje tę ciszę i chłód, które są w ich związku. Nazywa się bezradną, bo nie jest w stanie nic zrobić, żeby tego mężczyznę zatrzymać przy sobie. Jej stan psychiczny można byłoby przyrównać do stanu melancholii czy przygnębienia. Kobieta popadła w stan permanentnego smutku spowodowanego nadchodzącym rozstaniem. Ona poddaje się tej całej sytuacji, wydaje się, że nawet nie chce walczyć o tę miłość. Jest bierna. Wspomina to, jak było kiedyś między parą kochanków: coraz dalej nam już do tych pierwszych ciepłych słów, powtarzanych znów i znów. I do tamtych miejsc, tamtych dni, tamtych łez. Zdaje sobie sprawę, że to, co już było, nie wróci. Ta sytuacja jest bardzo dziwna, ponieważ kobieta chce w końcu zakończyć ten związek, ale czuje też lęk przed tym, co może przyjść nowego: A w oczach lęk, a oczy mówią mi: bardzo chcę stąd wyjść. Kobieta tak jakby jest przygotowana na to, co się stanie, nie ma w sobie goryczy czy niesmaku po utraconej miłości, ale jej słowa: trzasną drzwi i stanie czas i odtąd nikt i odtąd nic, mogą świadczyć o tym, że nikt inny nie zagości już w jej sercu. Ona wykazuje postawę z wierzchu niby silną, ale w środku jest bardzo dotknięta tym, co ją spotkało. Niby jest przygotowana i spokojna, tylko czeka na zakończenie tego związku, ale lęk w sercu przed nieznanym jest nie do zniesienia. Kobieta jest przepełniona smutkiem i świadoma faktu, że to co dobre nie trwa wiecznie. Niestety, ona akceptuje to, w ogóle nie sprzeciwia się temu ani nie buntuje. Pokornie godzi się na cierpienie. Końcowe niedopowiedzenie chyba że... być może pokazuje, że kobieta mogłaby zrobić coś, aby zatrzymać tego mężczyznę, ale czy zdobędzie się na taką odwagę? Jednak na to pytanie jak zakończy się ta historia, nie znajdujemy już odpowiedzi.


Identyczną wręcz sytuację przedstawia tekst piosenki Liryka po polsku. Monolog kobiety rozpoczyna się od wspomnienia tego, co było między nią a mężczyzną, tego, jak spędzali razem czas. Można stwierdzić, że kobieta jest romantyczką, bo mają dla niej znaczenie takie szczegóły, jak księżyc, ptaki, cisza, czyli nawet to, jak zachowuje się przyroda względem pary kochanków. Spotkanie kochanków odbyło się nocą: Pamiętam księżyc był wysoko i spały ptaki w dzikim winie, i cisza była tak głęboko, i tylko chrząszcz brzmiał w trzcinie... Kobieta pamięta dotyk kochanka, słowa, które jej szeptał i idylliczny nastrój, jaki panował: Tuliłeś w dłoniach moje ręce, usta szeptały moje imię i wszystko było jak w piosence, i tylko chrząszcz brzmiał w trzcinie... Jednak znowu coś przerywa tę sielankę. Ponownie kobieta przyjmuję bierną postawę względem tego, co się dzieje. Zdaje sobie sprawę, że w końcu przyjdzie kres ich miłości. Jednak nie ukrywa tutaj, że został jej smutek i milczenie. 

 
Portret kobiety, która nie potrafi istnieć w świecie bez swojego mężczyzny ukazuje utwór Im bardziej ciebie zapominam. Adresatem tego utworu bez wątpienia jest mężczyzna, który opuścił kobietę. Z ust załamanej kobiety wydobywają się rozpaczliwe błagania o pozostanie przy niej ukochanego mężczyzny. To on zawsze był sprawcą najszczęśliwszych momentów jej życia, to dzięki niemu ona stawała się piękna i miła:

Zostań ze mną, żebym była lepsza, zostań ze mną, zostań dla mnie samej. Wyrzeźbiłam cię w powietrzu, oprawiłam w złotą ramę, czas nie zatarł naszych śladów jeszcze...

Kobieta wciąż ma nadzieję na powrót tego pięknego uczucia. Uważa swojego wybranka za ideał i wierzy, że wszystko wróci i będzie jak dawniej. Bohaterka nie potrafi być sama, stąd więc to cierpienie, smutek, ból i błagania:

Zostań ze mną, zostań choć na niby, w moich gestach, w tym, jak głowę noszę. Zostań ze mną, nawet gdybym zapomniała, o co proszę... Zostań ze mną, nawet gdybym zapomniała, o co proszę...

Oprócz tego znowu zauważa się bierność i brak chęci do wykonania jakiegokolwiek ruchu. Skąd bierze się taki stan psychiczny kobiet po utraconej miłości? Bywa tak, że potrzeba neurotycznej miłości1 staje się podstawą egzystencjalną życia. Każdy normalny człowiek pragnie być kochanym, natomiast neurotyk jest bez wątpienia pewien, że musi być przez kogoś kochany. Taki człowiek żąda miłości bezwarunkowej i jedynej, bo tylko taka daje mu poczucie bezpieczeństwa i spokój. Pomimo uporu, z jakim dąży do odnalezienia miłości, sam niestety nie potrafi kochać. Kiedy mężczyzna odchodzi, jedynym ukojeniem dla kobiety jest jej pamięć, tylko to pozwala jej iść dalej. 

 
Za moment wspólnego i szczęśliwego życia kobieta płaci drogo, bo: Moja pościel cierniowa, oto co mi zostało z jakże ogromnej miłości! […] Moje oczy bezwstydne, moje usta palące, z nieugaszonej miłości. I tak w utworze Dotykanie cierniem wyłania się kolejny obraz kobiety pełnej bólu. Nic i nikt nie jest w stanie ukoić jej smutków. Nawet sam Bóg wzrusza ramionami, być może robi to w geście bezradności. Bohaterka tego utworu jest nieprzytomna z rozpaczy. Ona woła swojego mężczyznę – Jaszę, aby pomógł jej przezwyciężyć to cierpienie. Woła tego samego mężczyznę, który jest sprawcą jej okropnego stanu. Kobieta jest rozgorączkowana i zdesperowana. Nie potrafi sobie pomóc. Wydaje się, że ukojenie mogłaby przynieść jej jedna rzecz, a mianowicie sen. Ona wciąż powtarza słowa: noc błagająca o sen! Wynika z tego, że kobieta ratunek dla samej siebie widzi wyłącznie w śnie, który kojarzy się ze śmiercią. Czy kobieta może być aż tak zdesperowana? Przykład tej piosenki ukazuje, że to mężczyzna może sprowadzić kobietę do takiego stanu psychicznego. 

 
Odwieczne pytanie zranionych przez mężczyzn kobiet brzmi: Jak się wyleczyć z miłości? Jest to również tytuł utworu, napisanego przez Agnieszkę Osiecką. Utwór przepełniony jest smutkiem i żalem za utraconą miłością. Doskonały ton subtelności i wzruszenia nadała tej piosence Kalina Jędrusik, która zaśpiewała ją po raz pierwszy dla Radiowego Studia Piosenki w 1965 r. Ta ballada mówi o kobiecie do granic możliwości zakochanej w mężczyźnie, który niestety okazał się niewłaściwym: jest przepełniona goryczą i bólem. Kobieta ta próbuje zmienić się, przestawić się na inny tryb życia, w którym nie ma już miejsca dla tego mężczyzny. Nie jest to jednak takie łatwe. Jest to kolejny utwór, w którym zranionej kobiecie ludzie podpowiadają, w jaki sposób ma żyć, co ma uczynić. Tym razem, podobnie jak niedoszłej pannie młodej Małgośce (21), ludzie mówią: Zostaw, sensu brak. Po co biegać za chłopakiem, i to jakim, byle jakim, tyle lat...? Natomiast w refrenie, kobieta udowadnia, że łatwo jest mówić o tym, żeby kogoś zostawić, lecz nikt nie mówi o tym, w jaki konkretny sposób to zrobić oraz jak zatrzeć w pamięci ślady wspomnień. Kobiecie ciężko jest zapomnieć, bo nawet nie wie, w jaki sposób ma:

oduczyć się patrzenia na zegarek, odmierzania długich minut, wiecznych godzin? Jak wyrzucić albo spalić listy stare, jak odwrócić wzrok od drzwi, którymi wchodzisz?

Niestety nie odnajdujemy w tej piosence odpowiedzi na pytanie: Jak wyleczyć się z miłości. Czy właściwie jest to możliwe? Zranionej kobiecie ciężko jest powrócić do normalności, do życia bez obecności ukochanego mężczyzny. Ma ogromny problem, nie tylko z powodu utraty miłości, ale także dlatego, że nie wie, jak ma teraz żyć: jak odpowiedzieć najprościej na śmieszne pytanie – jak żyć? W tej piosence powtórzone dwukrotnie pytanie: Jak wyleczyć się z miłości?, nie tylko nie ma odpowiedzi, lecz rodzi kolejne, egzystencjalne: Jak żyć? Czy uzyskanie najprostszej i najbardziej banalnej odpowiedzi na to śmieszne pytanie jest możliwe? Nie, bo jedyny sposób na życie w świetle tekstów Osieckiej to miłość, a jej brak oznacza jego utratę. 

 
Poetka stworzyła też kreacje kobiet, które potrafiły być szczęśliwe, ale to szczęście nie trwało zbyt długo. Przykład takiej kobiety można zauważyć w utworze pt. Herbaciane nonsensy. Pierwsze wersy wcale nie zapowiadają historii zranionej kobiety lecz wprowadzają czytelnika jakby do wnętrza mieszkania: Już wieczorna godzina zeskakuje z komina, zaraz lampę słoneczną punktualny zgasi wiatr. W tym tekście występuje wiele środków stylistycznych: metafory i porównania, np. księżycowy śmiejący się pysk, kot się łasi jak głupi, kot jest głupi jak cielę, dwa fotele -dziadygi. Niektóre z nich zbudowane są na zasadzie obrazu zwierząt i wyrażają rejestr nieco wulgarny. Być może jest to chwyt zastosowany przez Osiecką, w celu zamaskowania bólu bohaterki tekstu. Inne środki poetyckie, które dominują w utworze to reifikacje, personifikacje i animizacje:

godzina zeskakuje z komina, dwa fotele – dziadygi obgadują na migi, mały czajnik pękaty nagotuje herbaty, kot się […] upił, może śnił mu się dziś dobry sen, czajnik z herbatą ma po prostu krzywy garb.

Tytuł piosenki sugeruje, że nie będzie ona dotyczyła czegoś ważnego, bo słowo nonsens2 oznacza tyle co 'brak sensu; bezsens; powiedzenie lub występek niemające sensu'. Tekst bogaty jest również w elementy kultury wysokiej, bo mamy chiński teatr cieni, malarstwo Gierasika, osobę van Gogha. Wydaję mi się też, że element kultury chińskiej również jest tutaj wyeksponowany. Samo słowo herbata, kojarzy się z Chinami, występuje też tutaj chiński teatrzyk. Wracając do bohaterki utworu, można stwierdzić, że jest to kobieta zraniona i upokorzona odejściem mężczyzny. Każda rzecz, każdy mebel w jej mieszkaniu kojarzy jej się z ukochanym. Wszystkie te rzeczy, które są opisane w tej piosence, sprawiają, że kobieta nie potrafi wymazać z pamięci tego, co dzieliła z mężczyzną. Wspomnienia są dla niej bardzo bolesne. Wszystkie te przedmioty nie są już tak potrzebne jak kiedyś, nie są już tak przyjemne, jeśli nie może dzielić się nimi z ukochanym. Stwierdzenie przez kobietę, że może gadam od rzeczy, świadczy o tym, że jest ona zagubiona w tej całej sytuacji. Ten znany frazeologizm znaczy tyle, co mówienie słów pozbawionych sensu. W końcowych wersach utworu kobieta stwierdza: lecz cóż warte są rzeczy, kiedy rzeczom tym ciebie jest brak? W słowach tych kobieta chce wyrazić, jak bardzo jest zraniona, ale też jak bardzo tęskni za swoim mężczyzną. Próbuje zasłonić swój ból, żal i smutek zwykłymi przedmiotami codziennego użytku. Niestety, na nic to, się zdaje, ponieważ jej cierpienie jest tak wielkie, że nie można go niczym ukoić.



Kiedy mnie już nie będzie jest to jedna z najważniejszych piosenek Agnieszki Osieckiej. Została nagrana dla radiowej Trójki w 1980 r. Jest to bardzo poruszający tekst, a sama Osiecka przyznała, że każdy z tekstów był leciutko tylko zaszyfrowanym listem czy zwierzeniem, czy wręcz ankietą osobistą3. Jest to utwór, który był śpiewany i przez kobiety i przez mężczyzn, ja natomiast zajmę się analizą tekstu w wersji kobiecej. Utwór jest zwierzeniem bohaterki, swego rodzaju testamentem. Kobieta wyraża tutaj swoją ostatnią wolę, dotyczącą przyszłości swojego mężczyzny i jego kobiety, którzy mają się zejść ze sobą, kiedy jej już nie będzie: siądź z tamtą kobietą twarzą w twarz, kiedy mnie już nie będzie. Spalcie w kominie moje buty i płaszcz, zróbcie sobie miejsce. Testatorka jest bardzo smutna, pisze tak, jakby była zdesperowana i zrozpaczona z powodu tego, co ma nadejść. Mimo wszystko też akceptuje to, że nic nie trwa wiecznie. Takie zjawisko jest czymś normalnym w życiu, ponieważ każdy człowiek w godzinie swojej śmierci, stara się podsumować swoje życie, coś zaplanować żeby bliskim było lżej. W związku z tym zachowanie bohaterki da się w jakiś sposób usprawiedliwić. Lecz póki kobieta żyje, chce aby mężczyzna był dla niej miły: a mnie oszukuj mile uśmiechem, słowem, gestem, dopóki jestem, dopóki jestem. Zatem mimo wszystko chce być kochaną i pragnie zainteresowania mężczyzny. Kobiecie jest przykro, że nie będzie już uczestniczyła w życiu swojego ukochanego, ale mimo to organizuje mu jego przyszłe życie: dziel z tamtą kobietą chleb na pół, kiedy mnie już nie będzie. Kupcie firanki, jakąś lampę i stół, zróbcie sobie miejsce. Bohaterka bardzo chciałaby żeby mężczyzna mimo wszystko wspominał ją, ale robił to w sposób czuły: a mnie wspominaj wdzięcznie, że mało tak się śniłam, a przecież byłam, no przecież byłam

Jedna z cudownych interpretacji piosenki!!
 
W utworach Osieckiej często zauważa się swoiste trójkąty miłosne. Nie jest to tylko kombinacja typu: mąż, żona i kochanka, ale też inne. Pierwszym takim utworem jest znana wszystkim Małgośka. Młoda dziewczyna, która niedługo ma wyjść za mąż, bo: gotowa była ta sukienka i noc się stawała dniem, już zapisani byliśmy w urzędzie, białe koszule na sznurze schły zauważa swojego ukochanego z inną kobietą. Niedoszła panna młoda nie wie, co robić i jest zrozpaczona. Osiecka często w swoich utworach posługuje się porami roku, które nadają porządek wydarzeniom. W tym przypadku również pokazuje czas od maja do jesieni. Chce przez to przedstawić, jak z biegiem czasu zmienia się zdradzona kobieta, co robi i jak się czuje. Ten szalony zielony bez staje się palonym chwastem w sadach. Całe życie dziewczyny zmienia się. Zauważa się bierną postawę kobiety, która cierpi i która tylko słucha, co mają do powiedzenia jej inni. Chcą oni na pewno w jakiś sposób pocieszyć zdradzoną kobietę. Ona przysłuchuje się ludziom pełniącym prawdopodobnie funkcję chóru, którzy śpiewają: Małgośka, mówią mi, on nie wart jednej łzy, on nie jest wart jednej łzy!. Oni doradzają też kobiecie, żeby nie zważając na troski tańczyła i piła, a z niego tylko kpiła. Kiedy nadchodzi jesień, kobieta najwidoczniej wciąż jest sama, ponieważ sąsiedzi pytają mnie czy jestem z kimś. Nadal nie może pogodzić się z utratą mężczyzny. Ona ciągle żyje wyobrażeniem dwojga ludzi, którzy ją zdradzili i oszukali. Zastanawia się nad tym, czy tamci wzięli już ślub, czy mają dzieci. Rozmyśla także o sukni ślubnej tamtej kobiety, która uszyta jest z moich snów. Ta metafora świadczy o tym, że inna dziewczyna zabrała jej marzenia, czyli jej ukochanego mężczyznę. To ona marzyła i śniła o pięknym ślubie. Ludzie nadal doradzają jej, że on nie jest grosza wart, jednak ona ciągle żyje wspomnieniem. Nazywają ją przy tym głupią, co nadal nie robi na kobiecie wrażenia i wciąż żyje tamtym majem na Saskiej Kępie. W 1972 r. na sopockim molo Agnieszka Osiecka i Katarzyna Gaertner spotkały się po to, aby stworzyć właśnie ten utwór specjalnie dla Maryli Rodowicz. Natomiast cała Polska, miała usłyszeć Małgośkę rok później podczas Festiwalu Sopockiego. Piosenka tak zachwyciła publiczność, że została ogłoszona przebojem powojennym. Utwór doczekał się wielu nowych wersji, a także z biegiem lat rockowych aranżacji. Niestety do dzisiaj pozostaje zagadką, dlaczego akurat Małgośka, a nie jakieś inne imię kobiece? Jak powiedziała Hanna Bakuła, przyjaciółka poetki: To piosenka autobiograficzna, bo Agnieszka zawsze prosiła o miłość. Jak Małgośka. 4




Nie mam żalu do twojej dziewczyny są to słowa dziewczyny skierowane do prawdopodobnie jej byłego chłopaka w utworze Nie mam żalu. Jest to kolejny przykład uwikłania w miłosny trójkąt. Dziewczyna kilkakrotnie powtarza tę frazę, aby uwiarygodnić to, co czuje, jednak pod koniec dodaje nie mam żalu, a może i mam. Wynika z jej wypowiedzi, że czuje coś do swojego byłego mężczyzny, który zostawił ją dla innej kobiety. Konkretniej, kobieta udaje, że nie ma żalu do tej dziewczyny o to,

że przebiegła twą drogę w samą porę, że ma oczy, co po nocach ci się śnią, że ty do niej pojechałeś w tamten wtorek, i że byłeś od wieczora tylko z nią.

Dziewczyna jest zazdrosna o to, że ktoś, kto był jej kiedyś bliski, spędza czas z inną kobietą. Kobieta stara się być twarda i chce życzyć im dobrze: w nowym życiu niech szczęści się wam. Jednak w jej wypowiedzi wyczuwa się ironię i sarkazm. Przez to, że dziewczyna jest teraz samotna, musi wieczorem czytać bardzo długo, nie lubi sobót ani świąt. Jej świat odwrócił się do góry nogami, ale stara się udawać, że wszystko jest w porządku. Dziewczyna podejrzewa również, że nowa kobieta jej byłego chłopaka może go zdradzać. Mówi, że czasami zagada się z innymi, a na słońcu też nie brak jej plam. To drugie może oznaczać, że nie jest ona nieskazitelna i szczera. Doszło nawet do rozmowy tych dwóch kobiet, w której to jedna zarzuciła drugiej kłamstwo wobec mężczyzny. Oprócz tego kobieta zwraca się do mężczyzny mówiąc, że nie ma żalu do jego dziewczyny o to, że wciąż widzisz na jej twarzy tamten blask, że przede mną ty już serca nie otworzysz, choć tańczyłeś kiedyś ze mną i nie raz. Kobieta wspomina to, co kiedyś łączyło ją z kochankiem. W pewien sposób stara się też ostrzec mężczyznę przed tym, że jest zdradzany: że zamieszkasz w jej sercu nie sam, że zarobisz na żarty i kpiny. 

 
W tekstach Osieckiej zawarte są portrety kobiet, które doskonale radzą sobie po rozstaniu z ukochanym mężczyzną. Poetka przedstawia bardzo często obrazy kobiet zranionych, zdradzonych i porzuconych, ale nie zawsze są one nieszczęśliwe. W tekstach Osieckiej kreowane są też obrazy kobiet silnych, pełnych witalności i takich, które starają nie przejmować się zaistniałymi sytuacjami. Są to kobiety inne, które są zranione, ale doskonale radzą sobie po utracie bliskiej osoby. Jednak zdecydowanie tekstów o takiej tematyce jest znacznie mniej, niż tych, które przedstawiają obraz kobiety zranionej i rozpaczającej po stracie ukochanego. 
 
Obraz takiej kobiety odnaleźć można w utworze Już pora smażyć konfitury.
Kobieta zraniona przez niestałego w swych uczuciach mężczyznę stara się znaleźć zapomnienie w swoich codziennych, domowych obowiązkach. Zabiera się więc za takie czynności, jak między innymi przyrządzanie konfitur. Żegna się z latem, co może też symbolizować utratę gorącego uczucia. Także natura wraz z bohaterką przechodzi przemianę. Słowa do góry nos, i głowa – hej – do góry! zwracają uwagę na to, że kobieta zostawia to, co się zdarzyło w tyle i z podniesionym czołem chce dalej kroczyć przez życie. Cóż, że pod jesień kochasz mnie mniej, że cię tam niesie ku tej i tej, te słowa kobiety mówią o tym, że mężczyzna z niejedną już kobietą ją zdradził, a jego uczucie względem niej jest już chłodniejsze niż wcześniej. Ten fragment ukazuje też w złym świetle mężczyznę, który jest niewierny i niestały, a swoją kobietę traktuje przedmiotowo, nie liczy się z jej uczuciami. Kobieta nie chce rozpaczać, wie że nie w tym należy grząźć. Nie ma ochoty na rozczulanie się nad sobą i rozmyślanie o tym, co się stało. Jedyną rzeczą, którą chce robić w tym momencie to smażenie konfitur. Być może jest to jedyna rzecz, która sprawi, że kobieta przestanie myśleć o niewierności swojego kochanka i chociaż na chwilę zapomni o wszystkim złym, co ten jej wyrządził. Mimo że mężczyzna daje chude astry dwa, ona ma inne zajęcie i nie zważa na to. Przechodzi obok tego gestu mężczyzny bardzo obojętnie, bo wie, że te kwiaty nie są dawane ze szczerego serca, a tylko z poczucia obowiązku. Dlatego też kobietą nie wzrusza taki gest. Kobieta mówi też, że nic się nie stało, że na dni bez ciebie setkę zajęć mam. Chce w ten sposób pokazać, że potrafi żyć bez mężczyzny, że tak właściwie nie jest on jej do niczego już potrzebny. Nie jest ona w tym utworze słaba, lecz jest silna i odważna. Stawia czoła swoim problemom i nie chce czymkolwiek się zamartwiać.
 
Utwór Proszę sądu  opowiada nam tragiczną w skutkach historię dwojga zakochanych kiedyś w sobie ludzi. Historię poznajemy z zeznań kobiety w sądzie. Zwraca się ona do sądu, co od razu sygnalizuje tytuł utworu. Kobieta wspomina relacje panujące w jej związku z mężczyzną. Nie jest z nich zadowolona, ponieważ mężczyzna ją zdradzał: cały rok skoki w bok, niepoważny każdy krok, albo gdyby nie miał pięciu żon. Para kłóciła się zwykle tylko o te poważne czyny mężczyzny. Kobieta zwraca uwagę, że ich życie było smutne, a to, co ich łączyło, było kruche niczym domek z kart. W refrenie kobieta zwraca się do sądu, że nie chciałam zranić go, go, go, obrazić go, go, go i zrazić go. Wynika zatem z tego zdania, że kobieta zawiniła i skrzywdziła mężczyznę, mimo że wcale tego nie chciała. Dalej próbuje się usprawiedliwić tym, że ja tylko jestem szybka w rękach tylko to, to, to. W ich domu często dochodziło do awantur, mężczyzna prawdopodobnie krzyczał na kobietę: gdyby on zmienił ton. Kobieta stwierdza: niechby pił, niechby kpił, ale niechby w domu był. Ona bardzo pragnęła mieć mężczyznę blisko siebie, żeby przebywał z nią i żeby spędzali razem więcej czasu. Kolejna zwrotka zbudowana jest na zasadzie antytezy. Otóż, kobieta mówi, że

bo z jednej strony awantura, a z drugiej strony walka dusz, rozmowa róż. Bo z jednej strony czar, kultura, a z drugiej strony ostry nóż, kobieta bluszcz.

Z jej wypowiedzi wynika, że nie zawsze między nimi było źle, ale bywały też dobre chwile. Nazywa się też kobietą bluszczem5, co oznacza, że jest kobietą, która oplata swojego mężczyznę niczym roślina. Jej osobowość jest toksyczna, chce sprawić, żeby mężczyzna był tylko jej i tylko dla niej. Następnie dowiadujemy się, że musiało stać się coś tragicznego, bo oboje byli w amoku, w szale. Kobieta mówi, że sąd doskonale zna tę sprawę, jednak nie wie wszystkiego, nie zagłębił się w nią do końca, do dna. W kolejnych zwrotkach znowu oskarżona wymienia czyny, jakich dopuszczał się mąż i o co konkretnie się kłócili. Fruwał jak wolny ptak - porównuje go tutaj do ptaka, który jest wolny, więc zapewne prowadził beztroskie i swawolne życie, na nic nie zważając. Z dalszej wypowiedzi wynika, że mężczyzna miał kilka kobiet i żył wśród nas jak wśród róż. Mężczyzna, żyjąc wśród pięknych dam, miał cudowne życie, ale tylko do czasu. Miał wiele kobiet, a każda z nich wiedziała o istnieniu innych kobiet. Tyle, że jedna z nich dopuściła się prawdopodobnie morderstwa, bo jedna miała nóż. Ostatnia strofa znowu zbudowana jest na zasadzie przeciwstawienia bo z jednej strony sen koszmarny, a z drugiej strony c'est la vie. 

 
Kolejna historia to opowieść kobiety, która została zraniona przez łajdaka, przez co dostała nauczkę i stara się nie popełniać więcej takich błędów oraz zmienić swoje życie. Sam tytuł piosenki Kochałam raz łajdaczka wskazuje na to, że kiedyś kobieta była zakochana, kochała kogoś, kto okazał się łajdaczkiem. Kobieta zmieniła swoje nawyki i zwyczaje, o których opowiada:

Mam dwa zamki w moich drzwiach, w mym ogródku stoi strach, moich piwnic nie zna nikt nie dla gości jest mój wikt. Swych przyjaciół gonię precz, w rękach noszę drwiny miecz....

Bohaterka zaczęła stronić od przyjaciół, stara się ich od siebie odsunąć. Ma w sobie wiele szyderstwa i kpiny. Z rozmowy z praczką wynika, że to wszystko przez to, że kochała kiedyś nie tego mężczyznę: - Co się stało? - pyta praczka... Kochałam, kochałam raz, kochałam raz łajdaczka, kochałam raz łajdaczka.... Kobieta przestała zabiegać o przyjaźń innych, już na Wielkanoc nie śle kart, stała się poważna i dystyngowana, bo nie pamięta, co to żart. Już nie płacze i nic jej nie wzrusza, przestała nawet być wrażliwa na piękno przyrody, bo nie otwieram słysząc śpiew, nie dokarmia białych mew. Kobieta ta stała się osobą pełną pesymizmu, bo nie wierzy w lepszy dzień, w jasne jutro, ciepłą sień, w dobrych ludzi, w pracy plon, czyste panny, wielki dzwon. Ona straciła sens życia, nic nie jest już dla niej ważne, nie ma w swoim życiu żadnych priorytetów. Dawno się nie śmiała i beztrosko bawiła, gdyż już nie pamięta, co to śmiech, słodka śpiewka, lekki grzech. Mówi także, że już nigdy nie nabiorę ja się znów, na pioruny wielkich słów. Kobieta została bardzo dotknięta przez mężczyznę, czuje się oszukana i zraniona. Przez niego ma już dosyć wszystkiego, ale jest na tyle silna, że potrafi swoje życie diametralnie zmienić, żeby tylko zapomnieć o tym wszystkim złym, co ją spotkało. 
 
Kolejnym przykładem piosenki, w której ukazany jest obraz kobiety zranionej lecz silnej, jest utwór Obejmę dozorcostwo. Przedstawiona jest tu historia związku dwojga ludzi, między którymi coś się skończyło i wypaliło. Zawiera obraz kobiety nieszczęśliwej, która dawała z siebie wszystko aby, mężczyzna mógł czuć się wyjątkowo. Ona darzyła go wielką miłością, wspierała i była na jego każde skinienie palcem. Mężczyźnie jednak wciąż było za mało, wszystko zepsuł. Nie doceniał tego, co zakochana kobieta robi dla niego. Podsumowując, nie był jej wart. Jednak kobiecie po tej miłości zostało rozgoryczenie, niesmak oraz złamane serce. W pierwszej strofie opisany jest moment poznania się pary: Spotkałam cię w barze, a pal to sześć, ludzie się muszą spotykać gdzieś. Mężczyzna naśmiewał się z marzeń kobiety, jednak jej to nie przeszkadzało i mile spędzali czas. Od początku między nimi były dziwne relacje: Miałeś długi – zapłaciłam, byłeś drugi – nie mówiłam, chorowałeś – ja nie spałam, nie wracałeś – to czekałam. Kobieta płaciła rachunki mężczyzny, okłamała go, że jest tym pierwszym, ale też była dla niego bardzo dobra, opiekuńcza. Kobiecie jest przykro z powodu rozstania z tym mężczyzną, bardzo jej go brakuje: Dziś mi ciebie brak jak chleba – ręce moje to sieroty, coś by nimi objąć trzeba, ale mówi sobie dość i nie chce więcej tęsknić: ale nie chcę już – tęsknoty. Żeby nie tęsknić, kobieta chce objąć dozorcostwo na jakiejś zwykłej, cichej ulicy. Zastrzega też, że będzie twarda, bo niech żaden już na mnie nie liczy. Wygląda na to, że to w końcu kobieta chce nadzorować, być kimś ważnym i szanowanym (na klatce zdobędę poważne stanowisko), a z tym się wiąże to, że będzie też miała przewagę nad mężczyznami. W kolejnej zwrotce kobieta podaje kolejne przykłady nieudanego życia z mężczyzną: byłeś biedny – harowałam, byłeś święty – ja przetrwałam, gdy kłamałeś – powtarzałam, gdy się bałeś – ja się bałam. Ona była mu uległa i oddana. Jednak teraz życie bez niego wygląda już inaczej, bo teraz jesteś żaden. Kobieta już nie musi wstawać rano bez budzenia, ale jest jej trochę przykro i ciągnie ją do alkoholu: wstaję rano bez pobudki, jest mi, jakbym zjadła żabę i coś ciągnie mnie do wódki!. I znów pojawia się refren, w którym kobieta eksponuje swą władzę związaną z objęciem urzędu dozorcy. Chce pokazać, że już nie będzie podległa mężczyźnie. 


Bibliografia:

1Termin neurotyczna miłość pochodzi z książki Karen Horney Psychologia kobiety, przeł. J. Majewski, Poznań 1997.
2Słownik wyrazów obcych, wyd. PWN, oprac. Lidia Wiśniakowska, Warszawa, 2004.
3Agnieszka Osiecka, Na początku był negatyw, Wyd. Tenten, 1996
4Adam Halber, Małgośka, „Angora”, Wydawnictwo Westa-Druk, Łódź 2009

12 marca 2013

19) Malwina, czyli Domyślność serca

Poniżej jedna z moich prac zaliczeniowych na zajęcia epoki z oświecenia. Jest to analiza pierwszego polskiego romansu, autorstwa Marii Wirtemberskiej. Klasyka!

***
Maria Anna z Czartoryskich Wirtemberska urodziła się w 1768 r. w Warszawie, a zmarła w 1854 r. w Paryżu. Maria była córką znanego pisarza i działacza politycznego, mecenasa nauk i sztuk Adama Kazimierza Czartoryskiego oraz Izabeli z Flemingów. Maria Anna wychowywała się początkowo w warszawskiej siedzibie Czartoryskich – w Pałacu Błękitnym. Z powodu sprzeczek z kuzynostwem, Czartoryscy musieli opuścić Warszawę i przenieść się do Puław.

Małoletnia Anna od początku obracała się w kręgu literatury, teatru i sztuki, stąd też i jej zainteresowania. Kiedy przebywała w Puławach miała możliwość spotkania się z między innymi z Franciszkiem Dionizym Kniaźninem, czy też Józefem Szymanowskim.

W latach 1784 - 1793 była żoną księcia Ludwika Wirtemberskiego, który był spokrewniony z rodami panującymi w Niemczech i Rosji. Ludwik był wodzem wojsk litewskich w wojnie z Rosją w 1792 roku. Książę działając na korzyść Prus i Rosji, zdradził Rzeczpospolitą, a jego małżeństwo z Marią skończyło się rozwodem.

Po rozwodzie Wirtemberska najchętniej przebywała w Warszawie. W latach 1808 – 1816 prowadziła w Warszawie salon literacki mieszczący się w pałacyku przy ulicy Rymarskiej. Jej literackie zainteresowania rozwinęły się w 1795 roku, które kształtowały się w sentymentalnej i patriotycznej atmosferze. Po roku 1805 wzrosła rola Marii w Puławach w aktywizowaniu literackiego życia.

Wokół księżny pojawia się wielu poetów, których pociąga jej talent i wdzięk. Pisarzy bardzo interesuje nieszczęśliwe życie Wirtemberskiej, chodzi tu głównie o jej nieudane małżeństwo z Ludwikiem, o skrywanym uczuciu do księcia Józefa Poniatowskiego, czy też tragedia jej matki, której odebrano i zniemczono syna.
Po roku 1812 nastąpiła bardzo wyraźna zmiana literackich zainteresowań księżny. Wcześniej zabawowa poezja przekształciła się w narodowo- patriotyczne manifestacje.

W roku 1813 następuje również zakończenie pisania powieści „Malwina”, która staje się głównym tematem rozmów na różnych spotkaniach dyskusyjnych. Wirtemberska zakończyła swoje dzieło już w 1812 roku, ale mimo nie bardzo przychylnych uwag cenzora opóźniło to znacznie jej wydanie. „Malwina” została oceniona bardzo entuzjastycznie, co potwierdziły licznie przychylne recenzje pochwalnie oceniające powieść. Często dyskutowano o czułej powieści Wirtemberskiej, która bardzo szybko została oceniona jako ‹‹pierwszy wartościowy polski romans i doskonałe studium psychologiczne››1.
 
Dzieło Wirtemberskiej miało być manifestacją polskości, a sama autorka objaśniła w przedmowie powieści: ‹‹Nie ma ona innej zalety nad tę, że w ojczystym języku pierwszym jest w tym rodzaju romansem […]; będąc pierwszym, może wzbudzić ciekawość; przebiegającym te kart kilka przypomni, że nie ma tego rodzaju pisma, do którego język polski nie byłby zdolnym; wtedy to, co moja chęć dobra nastręczyć chciała, wyższa czyja umiejętność dokona.››2.
 
Od 1838 roku Maria Wirtemberska mieszkała w Paryżu wraz z bratem Adamem Jerzym Czartoryskim, właścicielem Hotelu Lambert. Zmarła 21 października 1854 roku w Paryżu. Jej prochy zostały sprowadzone do grobowca rodzinnego w Sieniawie.
 
Maria Wirtemberska napisała „Malwinę” w początkach lat XIX w., kiedy to Polki zaczytywały się przede wszystkim francuskimi romansami. Powieść ta, powstała między innymi po to, aby pokazać polskim damom, że o miłości można pisać pięknie i dosyć interesująco również w języku polskim. Polki w tamtym okresie, miały taki zwyczaj, że posługiwały się wyłącznie językiem francuskim wypowiadając się, ale także i w piśmie. Chcąc zmienić takie maniery Wirtemberska, córka Izabeli postanowiła działać na rzecz upowszechnienia języka ojczystego- języka polskiego. Stąd wziął się pomysł na romans polski.
 
Romans jest gatunkiem epickim, charakteryzuje się tym, że wątek główny stanowiły zazwyczaj dzieje związku miłosnego, połączone z pokonywaniem przeszkód i przeciwności losu.
 
W rękopisie romansu znajdował się nagłówek: „Malwina i Ludomir”, a dopiero w wersji drukowanej: „Malwina, czyli Domyślność serca”. Ten tytuł przesuwał akcenty ważności z romansowych dziejów dwojga kochanków na programową pochwałę wewnętrznego instynktu, uwyraźnioną również mottem zaczerpniętym z poematu „O imaginacji” J. Delille'a. Motto to, można tłumaczyć w ten sposób, że wrażenie zmysłowe zawodzi, natomiast nie zawodzi czucie i wiara.

„Malwinę” uważa się za największe osiągnięcie ówczesnej powieści sentymentalnej w literaturze polskiej. ‹‹Utwór ten, jest polską powieścią sentymentalną na większą skalę››3 Dzieje uczuć pozbawione są abstrakcyjnej zdawkowości. Bohaterowie „Malwiny” są konkretni, osadzeni w realiach, a dzięki temu wiarygodniejsi. Obraz tytułowej bohaterki ‹‹odznacza się głębią i subtelnością, o jakich poprzednicy Wirtemberskiej nawet nie marzyli››4.

W 1965 r. temat „Malwiny” porusza Kazimierz Budzyk, który w tenże sposób wypowiada się o tym utworze:Przyznajmy sprawiedliwość autorce: Malwina stała się w jej rękach przysłowiowym jajkiem Kolumba, utworem nie tylko o problemach współczesności, co powieścią po raz pierwszy współczesną”5.

„Malwina” rozpoczyna się rozdziałem zatytułowanym „Do mojego brata” w, którym autorka mówi o zalecie swojego dzieła, jakim jest napisanie romansu w języku ojczystym. Zastanawia się tutaj czy jej książka wzbudzi ciekawość. Dedykuje je swojemu bratu, którego bardzo kocha, podkreślając to różnymi przymiotnikami, na przykład „Bracie ukochany6. Wspomina też o tym, że zawsze była przez brata wspierana, zachęcana czy też pocieszana. Maria ma nadzieję, że ujrzy kiedyś swojego brata szczęśliwego, bo jeszcze nigdy go takiego nie widziała, gdyż ten całe swoje życie poświęca szczęściu innych oraz powszechnemu dobru.
 
Początkowo akcja utworu dzieje się w Krzewinie czego dowiadujemy się z listu Ludomira do Telimeny. Dalej, w swoim liście opisuje matce jak poznał Malwinę i jak bardzo jest zachwycony jej wyglądem: ‹‹[...]Ujrzałem Malwinę, z okropnej ją może śmierci wyrwałem, na ręku moim zemdloną wyniosłem, na ręku moim, blisko serca Ludomira śliczna głowa Malwiny spoczywała, na ręku moim zwieszona, podobną była białej lilii, którą burzą nachyliła! Twarz jej blada, czarne długie warkocze, które na śnieżną suknię spadały...››7.
 
Czas akcji utworu to czas bezpośrednio przedstawiony, natomiast czas fabularny jest rozleglejszy. Jest to historia braci, poczynając od ślubu ich rodziców. O tym szerszym czasie dowiadujemy się z listów oraz opowiadań.

Przechodząc do narracji powieści, to jest ona zazwyczaj oparta na listach. Podobnie zdarza się w „Cierpieniach młodego Wertera”, czy też „Nowej Heloizie”. Narracja w „Malwinie” jest trzecioosobowa, ponieważ narrator jest kimś zewnętrznym wobec świata przedstawionego. Narrator jest skonkretyzowany personalnie, nie chce ukrywać swojej obecności w utworze i swojego subiektywizmu. Dzieje się to przez zdradzenie płci narratora, na przykład: ‹‹zmyślałabym››8 oraz poprzez zdradzenie swoich przekonań:‹‹radość i szczęście nadto mało mi są znajome, ażebym dokładnie wydać je mogła››9. Inne cechy narratora to jest to, że ma ograniczoną wiedzę: ‹‹[...]tyle tylko do mnie doszło, że naówczas [...]››10, albo prowadzi on dialog z czytelnikiem, czyli narrator wykreowany jest na autora, ponieważ mówi do czytelnika: ‹‹Nie śpieszmy się więc z wyjawieniem tej tajemnicy››11. Narracja w tym utworze jest bardzo szczegółowa, a obejmuje tylko rok.
 
W powieści występują treści obyczajowe, czyli tło, które wzbogaca utwór. Są to różne sytuacje, takie jak: wychodzenie do ogrodu oknem, zabawy, na przykład gra w sekretarza, w salonie trzeba być filozofem, galontomem. Życie na salonach wymaga zamawiania tańców, wymaga również znajomości różnych ich typów, ale również należy plotkować. Następnym takim elementem jest czas wolny, kiedy Malwina gra mazurka przy fortepianie, albo śniadanie jedzą wszyscy wspólnie o godzinie 10 na murawie. Jeśli chodzi o mężczyzn, to spędzają oni wolny czas na polowaniach, turniejach rycerskich. Ludzie biorą również śluby, ale w młodym wieku.

Dlaczego świat przedstawiony w powieści jest sentymentalny? Odpowiedź na to pytanie jest proste. Po pierwsze utwór kończy się happy endem: ‹‹W Malwiny zaś sercu ni czas, ni lata nie odmieniały tej powabnej, wyłącznej miłości, która z pierwszym rzutem oka w sercu jej była się wszczęła dla Ludomira; równie takoż niezmiennie i do końca życia od niego była kochaną tą miłością, której wdzięki ujmujące życie, świat, każdy dzień, każdą godzinę czarującym napełniają szczęściem [...]››12. Drugim argumentem jest konflikt między naturą a cywilizacją.
 
W utworze występuje pewna zapowiedź romantycznej ludowości. Świadczy o tym, na przykład świat wsi, który jest waloryzowany dodatnio. Różni się on od świata miasta. W stolicy pełno jest karet i hałasu, wszyscy są w ruchu. W tym tłumie nikt nie pamięta nawet swoich imion, dominuje konwenans, a najważniejsze jest złożenie biletu wizytowego na tacy służącego. Oprócz tego pojawia się również bohater z ludu, który przedstawiony jest konwencjonalnie, ale nie komediowo.

Przejdę teraz do omówienia źródeł powieści, z których czerpała Maria Wirtemberska. Jednym ze źródeł była niewątpliwie „Malwina” pani Cottin. ‹‹”Malwina” pani Cottin dawała wzór techniczny autorce polskiej. Dowodzi to powtarzanie się pewnych drobiazgów:po rozdziale wstępnym pani Cottin daje w rozdziale drugim portret bohaterki- księżna Wirtemberska czyni to samo w rozdziale trzecim, w którym to czytelnik dowiaduje się kim była Malwina. Obie bohaterki uświadamiają sobie miłość w chwili odjazdu ukochanych››13. Dzieło francuskie jest to obraz wewnętrznej szarpaniny młodej kobiety, której ukochany jest pełen sprzeczności, co graniczy nawet z rozdwojeniem jaźni. Bohaterka poznaje Edmunda Seymoura jako czułego i tkliwego, by w salonach Edynburga poznać w nim pustego światowca. Wszystko tutaj dzieje się na poważnie, natomiast u Marii problem wyrasta z sytuacji komediowej, rozwiązuje się również zabawnie- okazuje się, że jest dwóch skrajnie różnych Ludomirów. ‹‹Punktem wspólnym obu powieści jest analiza uczuć związanych ze wzrastającym rozczarowaniem do przedmiotu miłości››14. Źródłem powieści był w zasadzie cały romansowy dorobek epoki, czyli angielski preromantyczny romans grozy, osjanowska tęsknota do średniowiecza, czasów mocnych uczuć i rycerzy, namiętne uniesienia i rozpaczliwa samowiedza oraz dzieła z Francji, Anglii i Niemiec.
 
Pisze też o tym, Alina Witkowska w swoim wstępie do „Polskiego romansu sentymentalnego”. Kobieta zgadza się ze zdaniem Kazimierza Budzyka i zaznacza, że to właśnie francuska powieść pani Cottin jest źródłem polskiej „Malwiny”. Witkowska dodaje również, że wspólnym punktem obu powieści jest analiza uczuć związanych ze wzrastającym rozczarowaniem do przedmiotu miłości.
 
Nieważne są konkretne źródła, ale ogólny klimat, atmosfera literacka epoki, pewne wzory uczuciowe. Były one rekompensatą dla szesnastolatek wydawanych na siłę za mąż, dla tych, które zamykano w klasztorach, dla chłopców, którym ubóstwo zamykało drogę do ręki ukochanej lub którzy musieli czekać na śmierć ojca, by się usamodzielnić.

Czytając „Malwinę” nasuwa się pytanie czy autorka powieści mogła znać Wertera. Dlaczego to pytanie się pojawia? ‹‹Dochodzę do wniosków, że tak, ponieważ Ludomir posiada już pewne rysy werterowskie w melancholii samotniczej i w umiłowaniu przyrody; gdy zaś w liście do matki opisuje pożegnanie z Malwiną, parafrazuje list Wertera››15.
 
W kolejnym punkcie mojej pracy przejdę do wątku autobiograficznego, który pojawił się w powieści Wirtemberskiej. Autorka, niewątpliwie pomysły czerpała z własnych doświadczeń miłosnych, których dostarczyło jej nieszczęśliwe małżeństwo. Dlatego Maria, zapragnęła obdarzyć swoją bohaterkę szczęściem, więc akcję utworu skierowała zatem na tory romansu heroiczno- miłosnego i dała jej rozwiązanie pomyślne. Postać Malwiny jest tutaj w pewnym sensie wizerunkiem autorki, pod względem zewnętrznym, ale i wewnętrznym.
 
Maria z Czartoryskich , fabułę swojego utworu oparła na motywach znanego wątku o dwu braciach bliźniakach, z których jeden w dzieciństwie zostaje porwany i dopiero po latach odnajduje się dzięki przypadkowi. ‹‹Perypetie sobowtórów stwarzają zakochanej Malwinie trudną sytuację, ale przed fatalną pomyłką chroni ją kobieca intuicja - „domyślność serca”››16.
 
Następnie przejdę do krótkiej charakterystyki głównych bohaterów powieści Marii Wirtemberskiej, czyli Malwiny i Ludomira. Dokładną historię tytułowej bohaterki poznajemy w rozdziale trzecim, który zatytułowany jest: „W którym czytelnik jaśniej dowiaduje się, kto była Malwina”. ‹‹Malwina, z jednej z pierwszych familii w Polszcze urodzona, czternasty rok kończyła, gdy rodzice umyślili wydać ją za mąż. […] wstręt nawet i odrazę czując do męża, którego jej radzono, przyjęła go jednak, bo rodzice przyjąć go kazali. Lecz nim ostatnie dała swoje zezwolenie, oświadczyła przyszłemu mężowi, że nie czując żadnego do niego przywiązania jedynie z rozkazu rodziców za niego idzie, na co jej odpowiedział, że bynajmniej to nie szkodzi, że raz będąc jego żoną do niego się przyzwyczai i że w wypełnianiu swoich obowiązków znajdzie i szczęście. ››17. Mimo smutku jaki ogarnął Malwinę przyjęła ona wkrótce nazwisko męża, natomiast w powieści mamy tylko taką informację: ‹‹Malwina S**** ››18. Mąż Malwiny w wolnych chwilach zajmował się polowaniami, jednak ‹‹ […] gdy jednego poranku, bez żadnego w tym przygotowania, raptownie jej donieśli, że mąż, który jak zwykle dnia tego był wyjechał na łowy, zapędziwszy się za zwierzem w bezdrożne parowy szwankował był z koniem i że myśliwi znalazłszy go leżącego jak bez duszy zanieśli zaraz do najbliższej wioski, a do zamku czym prędzej posłali po wszelki ratunek››19. Malwina lubiła śpiewy o dawnym rycerstwie oraz grę na organach. Na pewno nie gardziła niewieścimi robotami, a swoje ranki i wieczory poświęcała długim spacerom pomiędzy skałami, lasami i nad brzegiem potoków, które otaczały jej siedlisko. Po śmierci jej męża, kobieta postanowiła ułożyć sobie czas w Krzewinie, ponieważ była to jej jedna z najprzyjemniejszych posiadłości, nie bardzo daleko od miasta, a blisko jej familii i w bardzo wesołym położeniu.
 
Ludomir, ukochany Malwiny wyglądał bardzo przystojnie, w liście Wandy do ciotki dowiadujemy się jak on wygląda: ‹‹Ludomir jest wysoki, śliczne ma zęby, ale rzadko się śmieje (co zdaniem moim nie jest dobrze), wzrok ma powłóczysty i długie czarne oczy, które nigdy krótko nie patrzą. […] Malwina prosiła Ludomira, żeby chciał przeczytać „Ludgardę”, oryginalną tragedię, która nowo z druku wyszła. Ludomir czytał przednio, z uwagą, sceny tkliwe zdawał się nie tylko wzrokiem, ale sercem czytać››20.
 
Następną poruszaną przeze mnie kwestią jest realizm psychologiczny w powieści. Jest to analiza skomplikowanych zjawisk psychicznych towarzyszących rozczarowaniu i zobojętnieniu w miłości, na przykład: Malwina nie mówi nikomu o liście Ludomira, bo chce zazdrośnie sama strzec jego tajemnicy. Oprócz tego Malwina nie kocha warszawskiego Ludomira, ale tylko przez wybuch pożaru nie oddaje mu swej ręki- działa tu poczucie obowiązku wobec ukochanego, a nawet wobec swych wspomnień. Dla Wirtemberskiej miłość to swego rodzaju bliźniactwo odczuć, reakcji:
  • myśli jej rozumiał, uczucia zgadywał”
  • „równie widzieli, równie o rzeczach sądzili”
  • „lubił, co tylko ona lubiła”.
O uczuciach Malwiny dowiadujemy się z listów i komentarzy narratorskich – to początek
studium psychologicznego.

Reasumując moją wypowiedź, Maria Wirtemberska była pisarką epoki oświecenia. Szczególne miejsce jej dorobku zajmuje „Malwina, czyli Domyślność serca” wydana w 1816 r., która uznawana jest za pierwszą powieść psychologiczno – obyczajową z wyraźnymi wątkami autobiograficznymi. Powieść Wirtemberskiej ujawnia silne wpływy sentymentalizmu. Jest to wspaniały opis miłości Malwiny i Ludomira. Miłość Malwiny jest sentymentalna, a zatem szczera, niewinna oraz prostolinijna. Autorka ukazała ciekawy portret kobiety, której myślenie o świecie pełne jest obaw i sprzecznych uczuć. W tym utworze wyraźnie akcentowana jest emocjonalność działań bohaterów, ale też tonacja romansowa.


Bibliografia:


1Z kręgu Marii Wirtemberskiej, Antologia. Teksty z rękopisów wybrała, opracowała i wstępem poprzedziła Alina Aleksandrowicz, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1978, s. 47

2M. A. z ks. Czartoryskich księżna Wirtemberska, Malwina czyli Domyślność serca, oprac. K. Wojciechowskiego, Kraków 1925, BN S. I, nr 23, s.3

3Kleiner J., Sentymentalizm i preromantyzm, oprac. Jerzy Starnawski, wyd. literackie, Kraków 1975, s. 170-180

4Snopek J., Oświecenie, Szkic do portretu epoki, wyd. naukowe PWN, Warszawa 1999, s.241-242

5Budzyk K., Sytuacja „Malwiny” w powieściopisarstwie polskim, „Prace Polonistyczne” 1965, s. XX

6M. A. z ks. Czartoryskich księżna Wirtemberska, Malwina czyli Domyślność serca, oprac. K. Wojciechowskiego, Kraków 1925, BN S. I, nr 23, s.3

7Tamże, s. 6

8Tamże, s. 9

9Tamże, s.54

10Tamże, s. 34

11Tamże, s. 11

12Tamże, s. 82

13Budzyk K., Dwie Malwiny. Prace o literaturze i teatrze ofiarowane Z. Szweykowskiemu, Wrocław 1966

14Tamże

15Wojciechowski K., Czy autorka „Malwiny” znała Wertera? „Pamiętnik Literacki” r.3 (1904)

16Historia literatury polskiej w zarysie, tom 1, wyd. czwarte, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1987, s.210

17M. A. z ks. Czartoryskich księżna Wirtemberska, Malwina czyli Domyślność serca, oprac. K. Wojciechowskiego, Kraków 1925, BN S. I, nr 23, s.7

18Tamże, s.7

19Tamże, s. 9

20Tamże, s. 9-10


11 marca 2013

18) PORADNIK POZYTYWNEGO MYŚLENIA

Od Gali rozdania Oscarów panuje istny szał na Poradnik Pozytywnego Myślenia. I ja wcale się temu nie dziwię, bo mnie również ogarnęła ta gorączka. Kolejna książka do szybkiego "połknięcia". 


Na początku warto wspomnieć o samym autorze tej powieści, ponieważ jego historia jest równie interesująca. Matthew Quick był nauczycielem języka angielskiego, którego uczniowie uwielbiali. Na pozór wiódł szczęśliwe życie, ale tak naprawdę wcale szczęśliwy nie był. Walczył z depresją i ciągłymi zmianami nastrojów. W końcu postanowił rzucić pracę, zamknąć się w piwnicy swoich teściów i napisać cudowną i poruszającą powieść. Uważam, że ważne jest to aby na początku przedstawić kilka słów o autorze, ponieważ sama osobiście trochę identyfikuję go z jego literackim bohaterem. 

Krótka opowieść o Pacie i Tiffany wzbudziła we mnie emocje smutku i wzruszenia. Poruszyły mój umysł do zastanowienia się nad swoim życiem, ile to cennych rzeczy przemyka przez palce, ile to rzeczy się nie docenia albo nie zauważa i które są często dla nas nieistotne. Tytuł książki jest więc, jak najbardziej trafny, bo jest to w pełnej mierze Poradnik pozytywnego myślenia.

Głównego bohatera poznajemy gdy wychodzi ze szpitala psychiatrycznego, zamieszkuje z rodzicami gdzie w ich mieszkaniu ma własną siłownię, z której korzysta bardzo często w celu zrzucenia wagi i powrócenia do sylwetki z młodzieńczych lat. Pat myśli, że spędził w psychiatryku zaledwie kilka miesięcy. Początkowo nikt nie poprawia go w tej myśli, ale z biegiem czasu odkrywa, że w szpitalu spędził kilka dobrych lat. Ominęło go wiele wydarzeń, które tak bardzo chciał przeżyć wspólnie z bliskimi. Pat uczęszcza na sesję do nowego terapeuty Cliffa, który jest dla swojego pacjenta cudowny, a przede wszystkim kibicuje tej samej drużynie futbolowej co Pat - zielonym Orłom. Bohater zaczyna również zagłębiać się w literaturę angielską poczynając od Hemingwaya, a kończąc na Holdenie. 

Po co to wszystko robi? Oczywiście dla kobiety. Wszystkie te starania są dla Nikki, jego żony. Chce jej pokazać, że się zmienił, że teraz będzie dobrym mężem, że już nigdy jej nie skrzywdzi i że w końcu kobieta będzie z niego dumna. To wszystko nie jest takie łatwe jak mogłoby się wydawać. W przeszłości stała się okropna rzecz, która doprowadziła do tego, że nastąpił "czas rozłąki" dla Pata i Nikki, a przez to wszystko Pat trafił właśnie do psychiatryka. Książka zdradza ten sekret dopiero w swoim finale. 

Do tego wszystkiego pojawia się druga kobieta, czyli Tiffany, która non stop biega za Patem i nie daje mu spokoju. Umawiają się w końcu kilka razy na kolację, o ile można tak nazwać herbatę albo płatki owsiane z rodzynkami. Między nimi rodzi się bardzo cenna i zarówno dziwna przyjaźń. Tiffany proponuje Patowi, że stanie się łączniczką między nim a Nikki, że dzięki niej będzie mógł przekazać Nikki wszystko co chciał jej przez te kilka lat powiedzieć. Ten się zgadza, ale Tiffany stawia warunki. Jednym z nich jest udział przyjaciela w Turnieju Tanecznym. Para ćwiczy kilka miesięcy po kilka godzin dziennie. Bardzo ich to do siebie zbliża, a kiedy nadchodzi dzień rozstrzygnięcia zawodów tanecznych, bez wątpienia wygrywają. 

Wtedy to też Pat przekazuje Nikki, przez Tiffany, swój pierwszy list, który właściwie nie jest tradycyjnym listem, a kserem jego 200 stron pamiętnika. Zaczyna się korespondencja między byłymi kochankami. Nagle wszystko się psuje, bo okazuje się, że te wszystkie listy pisała sama Tiffany, a Nikki nie ma bladego pojęcia o tym, że Pat wyszedł z psychiatryka, ani o tym, że pisał jej listy. 

Dochodzi do ostrej kłótni między parą głównych bohaterów. Przez najbliższy miesiąc w ogóle nie utrzymują kontaktu. Aż nagle Pat dostaje list od Tiffany, w którym ta otwiera się przed nim zupełnie. Opisuje w tym liście wszystkie swoje emocje, spowodowane śmiercią jej męża Tommego aż do emocji, które nią targają do poznania Pata i przyjaźni z nim. Moje osobiste odczucie co do listu: Nigdy nie czytałam tak wzruszającego listu!  

Wtedy Pat zaczyna wszystko sobie układać i dochodzi do niego, że to właśnie Tiffany sprawiła, że jego choroba psychiczna już mu nie przeszkadza i że potrafi sobie z nią poradzić. Główni bohaterowie spotykają się moście w śnieżny dzień. I co się dzieje... Chyba każdy może się domyśleć...


A ostatnie zdanie książki jest pięknym zwieńczeniem całej historii:
- Myślę, że ja też cię potrzebuję.

Piękna psychologiczna opowieść o chorym umysłowo mężczyźnie, który stara się o powrót swojej byłej żony, który musi zmierzyć się z szarą rzeczywistością swojego życia. Mimo wszelkich trudności wie, że czeka go szczęśliwe zakończenie, bo przecież życie to zwykły film. Film, który zawsze kończy się happy endem.  
Serdecznie wszystkim polecam. Zachęcam również do przeczytania najpierw samej książki, a dopiero później do jej ekranizacji. Film był równie cudowny co książka, ale też bardzo okrojony z różnych interesujących scen.  Także najpierw słowo, a potem obraz :)

Matthew Quick
Poradnik Pozytywnego Myślenia
Wydawnictwo Otwarte
Kraków 2013
Liczba stron: 374
Moja ocena książki: 6/6